niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział 9.

- Spotkajmy się dzisiaj. - powiedział brunet. - Przyjdę do ciebie do pracy. - powiedział i się rozłączył. Nie minęło dłużej niż 15 minut gdy zobaczyłam, że chłopak wchodzi do kawiarni. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie. Nie patrząc na niego wycierałam blat.
- Wiesz, że musimy to obgadać. - powiedziałam.
Patrzyłam na chłopaka i czekałam, aż powie cokolwiek.
- Serine. - powiedział i przerwał spoglądając na ziemię. - Ja, nie wiem co mam powiedzieć. - powiedział załamany. Widać było, że coś go trapi.
- Miałeś się zastanowić i mi odpowiedzieć. - powiedziałam.
- Co? - chłopak był wyraźnie zdziwiony.
- Co co? - zapytałam. - Miałeś mi powiedzieć czy pójdziesz ze mną na urodziny mojej babci, a Ty zwlekasz cały czas, jakbym Ci coś zrobiła. - powiedziałam nie patrząc na niego. Podobał mi się, fakt. Ale jego serce było już zajęte. Przez Shus. I to było widać na kilometr.
- A co z? - spojrzał na mnie.
- Z czym? - zapytałam krzyżując ręcę na piersi i patrząc na niego.
- No wiesz.. - powiedział a na jego twarzy pojawiły sie rumieńce.
- No nie wiem. - powiedziałam zła. Co on znowu wymyślił?, zapytałam samą siebie.
- No wiesz. Ty i ja... No wiesz. - chłopak podrapał się po głowie. - No wiesz, przespaliśmy się ze sobą. - szepnął do mnie. Wybuchnęłam nie pohamowanym śmiechem. - O co ci chodzi? - spojrzał na mnie zmieszany.
- Czy ty naprawdę myślisz, że się tak upiłam, że przespałam się z tobą na pierwszej randce? - to było dla mnie naprawdę śmieszne.
- Mi urwał się film i nie pamiętam co się działo. - powiedział brunet. Jego twarz była cała czerwona.
- Kiedyś może ci opowiem. - powiedziałam i poszłam na zaplecze. - Na razie Kai. - krzyknęłam, a gdy już mnie nie widział na mojej twarzy pojawił się smutek.

*Shus*
Włączyłam telefon, gdy załapał już zasięg, telefon jakby dostał szału tak wiborwał. Gdy w końcu przestał zobaczyłam, że mam mnóstwo  wiadomości od Kaia i Luhana. Moja skrzynka głosowa była zawalona ich wiadomości. Odsłuchałam ostatnią: "Shanti, proszę cię, porozmawiaj ze mną. Daj mi sobie wszystko wyjaśnić. Potrzebuję tej rozmowy. Luhan." Moje serce zaczęło bić o 320 razy szybciej niż powinno. Powoli zabrałam telefon od ucha. W moich oczach pojawiły się łzy. Czułam się okropnie. Nie mogłam znieść tego, że mnie oszukał. Przedsotatnia wiadomość była od Kaia, powiedział, że wyjaśnił wszystko z Sisi i na szczęście jest okay, jego przypuszczenia okazały się być błędne. Ta wiadomość odrobinę poprawiła mi humor. Postanowiłam oddzwonić do niego. Pierwszy syngał, drugi sygnał, trzeci sygnał.
- Halo? - w końcu odebrał.
- Hej. - powiedziałam z uśmiechem. Słyszałam, że brunet słysząc mój głos od razu wstał. To takie normalne,
- Shus. Co się z tobą działo? Dlaczego nie odbierałaś? - zapytał zmartwiony. Uśmiechnęłam się, był taki słodki gdy się o mnie martwił.
- Nic mi nie jest. - powiedziałam. - Jestem bezpieczna. Nie musisz się o mnie martwić. - powiedziałam próbując go pocieszyć i uspokoić. - Lepiej opowiadaj jak sytuacja z Serine. - zaśmiałam się.

*Luhan*
Nie miałem siły na nic. Bałem się o Shus. Bałem się, że już nigdy więcej nie ze chce ze mną porozmawiać ani spotkać się. Po prostu się bałem. Jak małe 5 letnie dziecko. Dostałem wiadomość, że telefon Shus jest już aktywny. Nie wiedziałem czy zadzwonić, czy odbierze czy odrzuci moje połączenie. Postanowiłem jednak zadzwonić. Pierwszy sygnał, nic, drugi sygnał, nic, trzeci sygnał, nic. Gdy zabrzmiał już 5 sygnał chciałem się rozłączyć, ale wtedy usłyszałem.
- Luhan..

wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział 8.

Chanyeol spojrzał się na mnie. Widać było, że się wacha.
- Chanyeol, proszę. - powiedziałam patrząc mu w oczy. - Zrób to dla mnie. Dla siebie. Dla nas. - powiedziałam. Widać było, że ostatnie słowa najbardziej go poruszyły.
- Shus. Ja nie wiem czy ty chcesz to usłyszeć. - powiedział patrząc na mnie.
- Dlaczego? - zapytałam. Chciałam znać prawdę, chciałam sobie wszystko przypomnieć. Po prostu potrzebowałam tego.

*Luhan*
Weszliśmy do kawiarni gdzie panował niewielki tłok. Podeszliśmy do lady.
- Hej Serine. - przywitałem się z uśmiechem. Brunetka spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Hej. - powiedziała - O cześć. - powiedziała gdy zauważyła Kaia.
- Cześć. - odpowiedział chłopak drapiąc się po głowie.Spojrzałem najpierw na niego potem na nią. Można było wyczuć napięcie między nimi. Potrząsnąłem głową, powracając myślami do Shanti.
- Wiesz może co z Shus? - zapytałem, zwracając uwagę Sisi na siebie.
- Wyszła z jakimś przystojnym brunetem. - powiedziała uśmiechając się na mnie.
- Wiesz może jak miał na imię? - zapytał Kai. Dziewczyna nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi.
- Wyszła z nim jakieś 2 godziny temu. - dopowiedziała patrząc na mnie.
- Nie wiesz dokąd poszli? - chciałem utwierdzić się w swoich przypuszczeniach.
- Nie mam pojęcia, ale mogę do niej zadzwonić jak chcesz. - powiedziała wskazując ręką na zaplecze, zapewne tam leżał jej telefon.
- To nie będzie konieczne. Próbowaliśmy się do niej dodzwonić, ale to na nic. Nie odbiera, ma wyłączony telefon. - powiedziałem. - Ale dziękuję. - powiedziałem i uśmiechnąłem się.
- Nie wiemy gdzie się może podziewać ani z kim. - powiedział Kai. - Jeżeli on coś jej zrobi, to przysięgam, że go zabiję. - powiedział Kai zaciskając ręcę w pięści. - spojrzałem na niego. Nie miałem zamiaru go uspokajać, bo uważałem tak samo. Jeśli Shus stanie się cokolwiek zamorduję go własnymi rękoma. Poszliśmy do mnie do domu zastanowić się gdzie dalej poszukiwać Shus.

*Shanti*
- Co chcesz wiedzieć? - zapytał brunet.
- Opowiedz mi wszystko od początku. - powiedziałam siadając i łapiąc go za dłonie.
- Jeju. Shus. Nie wiem od czego zacząć. - powiedziałem patrząc na sufit.
- Zacznij od tego jak się poznaliśmy. - powiedziałam patrząc z intenyswnością na niego.
- Miałaś wtedy jakieś 5 lat. Poznaliśmy się na dosłownie na chodniku. - zaśmiał się. Nie odzywałam się, nie chciałam mu przerywać. - Może ja z tobą to bardziej na ulicy. Grałaś z bratem w piłkę. Wypadła wam na ulicę i wtedy twój brat powiedział, że masz po nią iść, bo inaczej powie o wszystkim mamie. Wybiegłaś po piłkę na ulicę, prosto na ciebie jechał samochód. W ostatniej chwili zdążyłem cię złapać i ściąngąć z powrotem na chodnik. - przerwał i spojrzał na mnie. - Byłaś taka malutka. Do tej pory pamiętam jak pierwszy raz spojrzeliśmy sobie w oczy. Było to 16 lat temu. A ty tylko urosłaś. Nadal jesteś tak samo słodka, niewinna, a przede wszystkim piękna. - powiedział. Nie wiedziałam co powiedzieć. On pamiętał więcej z mojego dzieciństwa niż ja. - Wtedy poznałaś jeszczze Luhana, Kaia, D.O, Sehuna i resztę chłopaków z zespołu. - powiedział uśmiechnięty.
- Właśnie. Jak to się stało, że rozpadł się wasz zespół? - zapytałam.
- Wiesz to było trochę dziwne. Sam do tej pory do końca nie wiem, więc nie powiem ci na ten czas. - oznajmił.
- No dobrze. - powiedziałam. - Dziękuję. - spojrzałam na chłopaka.
- Przypomniałaś sobie? - zapytał z nadzieją.
- Nie wszystko, ale mam jakieś przebłyski wspomnień. - uśmiechnęłam się.
- Mamy jakieś postępy. - powiedział uradowany. - Może coś zjemy? - zapytał.
- Z chęcią. - odpowiedziałam. Gdy chłopak poszedł do kuchni coś przygotować, ja postanowiłam sprawdzić swój telefon. Był wyłączony. Na pewno mam miliony nie odebranych połączeń, pomyślałam.

*Serine*
- Hej. - powiedziałam gdy usłyszałam głos po drugiej stronie słuchawki.
- Co tam? - zapytał chłopak.
- Musimy porozmawiać. Dobrze wiesz o czym. - powiedziałam poważnym głosem.
- A jest o czym? - zapytał.
- Kai. Musimy to wyjaśnić. - powiedziałam.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział 7.

*W poprzednim rozdziale*
- Nazywam się Park Chan-Yeol. Ale mówiłaś na mnie Channie. - powiedział, a ja spojrzałam na niego.

***
Oczekiwał czegoś ode mnie. Jakby chciał, żebym rzuciła mu się na szyję i powiedziała, że go pamiętam. Niestety tak nie było. Spuściłam wzrok na ziemię.
- Ja.. Przepraszam. - powiedziałam. Wstałam i skierowałam się w stronę drzwi. Wybiegł przede mnie i zablokował mi przejście, abym nie mogła wyjść. Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Chanyeol. - powiedziałam. Spojrzał na mnie.
- Nie mów tak na mnie. - powiedział błagalnym tonem. - Proszę. Mów do mnie Channie, tak jak kiedyś. Potrzebuję tego. - powiedział i spuścił głowę w dół. Chciałam powiedzieć do niego, że wszystko będzie dobrze, ale wiedziałam, że tak nie będzie. Nie chciałam go oszukiwać, że go pamiętam.
- Posłuchaj mnie. - powiedziałam łapiąc go delikatnie za dłoń. Nadal na mnie nie patrzył. - Spójrz na mnie. - powiedziałam delikatnie. Chłopak spojrzał na mnie. Zauważyłam na jego policzkach łzy. Delikatnie starłam mu je. - Nie pamiętam cię. - chłopak zamknął oczy. Przyłożyłam swoją dłoń do jego policzku. Otworzył oczy. - Ale postaram sobie przypomnieć. - na jego twarzy zawitał smutny uśmiech. - Wydajesz się znajomy. Ale to tyle co mogę na tą chwilę powiedzieć. - powiedziałam. Brunet mnie przytulił. Czułam jego ciepły oddech na swoich włosach. W jego ramionach czułam się tak jakbym była na właściwym miejscu.
- Chodź usiądziemy. - powiedział nie wypuszczając mnie. Czułam bijącą od niego potrzebe bycia blisko mnie. Odsunął się ode mnie na odległość ramion. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. - Jesteś nadal tak samo piękna. Nic się nie zmieniłaś. - uśmiechnęłam się, delikatnie się rumieniąc.
- Dziękuję. - powiedziałam patrząc na ziemię. Złapał mnie za podbródek zmuszając delikatnie bym spojrzała mu w oczy. Myślałam, że chce mnie pocałowałać w usta, ale on tylko delikatnie pocałował mnie w czoło. Objął mnie ramieniem i poprowadził z powrotem na sofę. Usiedliśmy obok siebie. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Objął mnie jeszcze bardziej. Siedzieliśmy tak w zupełnej ciszy. Nie miałam żadnej ochoty ruszać się stąd. Było mi tu tak dobrze. Czułam się taka bezpieczna.
- Dlaczego wtedy na ławce od razu nie powiedziałeś, że mnie znasz? - zapytałam przerywając ciszę, ale nie patrząc na niego.

*Kai*
Próbowałem dodzwonić się do Shus, ale bezskutecznie. Miała wyłączony telefon. Postanowiłem pójść do niej. Gdy wchodziłem po schodach na piętro, na którym znajdowało się jej mieszkanie zobaczyłem, że ktoś stoi pod jej drzwiami i dobija się do drzwi.
- Hej! - zawołałem. Wtedy zobaczyłem, że był to Luhan. - Co ty tutaj robisz? - zapytałem.
- Shus nie odbiera ode mnie telefonu. W domu też jej nie ma. Stoję tu od 15 minut i nikt nie otwiera. Martwię się o nią. - powiedział zmartwiony blondyn.
- Mam to samo. - powiedziałem. - Po wczorajszej kłotni nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Chciałem z nią porozmawiać i wyjaśnić wszystko, ale kompletna cisza. - załamany złapałem się za głowę. - Co ja narobiłem. - wściekły kopnąłem ścianę.
- Ej, stary. Uspokój się. - powiedział Luhan kładąc mi na ramię dłoń. Spojrzałem na niego. Uspokoiłem się trochę.
- Jak myślisz, gdzie ona może być? - blondyn puścił moje ramię.
- Nie mam zielonego pojęcia. - powiedział. - Masz jakiś pomysł kogo możemy się zapytać o nią? - spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
- Tak właściwie to znam taką osobę. - powiedziałem i złapałem go za przedramię ciagnąc za sobą. Udaliśmy się do miejsca, gdzie o Shus mogliśmy dowiedzieć się wszystkiego.

*Shus*
- Odpowiesz mi? - zapytałam teraz patrząc na bruneta. Nie spojrzał na mnie nawet na chwilę. Chłopak wziął głęboki wdech.
- Nie chciałem cię wystraszyć. Mogłaś pomyśleć przecież, że jestem jakimś wariatem, a tego nie chciałem. - powiedział patrząc przed siebie. - Nawet sobie nie wyobrażasz jaki to ból patrzeć na ciebie i widzieć, że jestem dla ciebie kompletnie obcą osobą. - powiedział, odwracając wzrok na okno. Posmutniałam.
- To pomyśl jak ja się czuję gdy nie poznaję nikogo. - powiedziałam po cichu patrząc na ziemię. Po moich policzkach popłynęły łzy. - Mam już dość tego Chanyeol, po prostu mam dość. - powiedziałam płacząc. - Nie chce już dłużej takiego życia. Wiesz jaki to ból patrzeć na ludzi, z którymi wiele mnie łączyło, ale dla mnie są zupełnie obcymi osobami? Nie potrafię już dłużej tego znieść. - zanosiłam się płaczem. Starałam się uspokoić, ale dla mnie to wszystko było już za dużo. Ten cały ból pęknął jak bańka mydlana. Wydostawał się ze mnie z każdą minutą coraz bardziej. Chan przytulił mnie. Objął mnie całą. Skuliłam nogi pod siebie wtulając się w niego jak najbardziej mogłam. Płakałam w jego swetr.
- Cii.. No już, wypłacz się. - powiedział cichym i delikatnym głosem, głaszcząc mnie po włosach. - Przepraszam cię. Nie chciałem cię urazić. Nie chciałem cię zranić. Przepraszam. - powiedział i pocałował mnie w czubek głowy. Poczułam jak jego łzy skapują mi na włosy. Uspokoiłam się już trochę. Wzięłam głęboki wdech, aby uspokoić się do końca. Spojrzałam na niego.
- Pomóż mi wszystko sobie przypomnieć. - powiedziałam błagalnym tonem. - Proszę.

niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział 6.

Patrzyłam się na osobę, którą poznałam wczoraj. Był to ten miły, wysoki, brunet, z którym rozmawiałam do późna w parku.
- Tak to ja. - powiedział uśmiechnięty. Gdy zobaczyłam jego uśmiech, moje serce zaczęło bić szybciej. 
- Co tutaj robisz? - zapytałam uśmiechając się do niego.
- Przyszedłem po picie. - zaśmiał się podnosząc do góry głowę. - I przyszedłem cię zobaczyć. - powiedział już bardziej poważny. Czułam motylki w brzuchu. Byłam wniebowzięta gdy go zobaczyłam. Naprawdę wydawał mi się znajomy. 
- Miło mi. - powiedziałam poprawiając kosmyk włosów. - Zaraz podam ci twoje zamówienie. - powiedziałam robiąc napój dla klienta. Dla niezwykle przystojnego klienta. Nie mogłam skupić się na robieniu zamówienia. W mojej głowie cały czas pojawiał się jego uśmiech. I jego głębokie brązowe oczy. Gdy skończyłam, podałam mu jego zamówienie.
- Proszę, o to twoje cappuccino. - zaśmiałam się podając mu napój. 
- Dziękuję. - odpowiedział. Przy odbieraniu picia, musnął moje palce swoimi. Przeszedł mnie delikatny dreszcz. Odchrząknęłam. 
- Coś jeszcze dla ciebie? - zapytałam, poprawiając fartuszek.
- Tak. Potrzebuję informacji na temat pewnej osoby. - powiedział poważnie opierając się o ladę.
- Słucham. - powiedziałam poważna przybliżając się do niego.
- Możesz mi powiedzieć.. - zaczął. - O której dzisiaj kończysz? - zapytał z poważną miną, a potem się zaśmiał. 
- Weź. - zaśmiałam się i delikatnie uderzyłam go ręcznikiem, który akurat leżał na ladzie obok mojej ręki. 
- No co? - zapytał śmiejąc się. - Pytam poważnie. - powiedział i puścił do mnie oczko. Spojrzałam na zegarek i na ludzi znajdujących się w kawiarni. 
- Poczekaj tutaj. - powiedziałam i poszłam na zaplecze porozmawiać z Serine. - Sisi! - zawołałam. Brunetka natychmiast pojawiła się obok mnie.
- No co tam? - zapytała uśmiechnięta. Przypomniało mi się wszystko co powiedział mi Kai. Zaniemówiłam. Nie mogłam wypowiedzieć słowa. - Halo! Ziemia do Shus! 
- Emm. Mogę dzisiaj wcześniej wyjść? - zapytałam brunetki zachrypniętym głosem.
- A co ty? Źle się czujesz? - zapytała.
- Nie, tylko umówiłam się. - powiedziałam już lepszym głosem. Brunetka pisnęła.
- Hahah. Wiedziałam. Z tym przystojnym blondynem, prawda? - zapytała zabawnie ruszając brwiami.
- Właśnie nie. - powiedziałam, patrząc na ziemię. Przypomniało mi się zajście z Luhanem w nocy.
- Ej, co jest? - zapytała Serine widząc, że nie jestem zadowolona z przypominania mi o nim.
- Nic. - powiedziałam patrząc na nią. - To mogę? - zapytałam ponownie.
- Tak. - powiedziała podejrzliwie na mnie patrząc.
- Dziękuję. - powiedziałam i cmoknęłam ją w policzek. Wybiegłam z powrotem do chłopaka, który na mnie czekał.
- Pytałeś o której kończę, tak? - zapytałam. Chłopak przytaknął zamyślony. - No to kończę właśnie w tej chwili. - zaśmiałam się. 
- O to świetnie się składa, bo mam wolny wieczór. - zaśmiał się.
- Poczekaj tylko pójdę po..
- Po to? - zapytała Serine trzymając moją kurtkę i torebkę.
- Tak. - zaśmiałam się. - Dziękuję. - powiedziałam. Zdjęłam fartuszek, założyłam kurtkę, wzięłam torebkę i wyszłam zza lady. - Do jutra. - powiedziałam do Serine.
- Idziemy? - zapytał brunet zabawnie podając mi swoją dłoń.
- Tak. - odpowiedziałam śmiejąc się. Wziął mnie pod rękę i wyszliśmy z kawiarni. -To gdzie idziemy? - zapytałam patrząc na okolice.
- Do mnie. - powiedział brunet nie patrząc na mnie. Kiwnęłam głową na znak zgody i szliśmy w ciszy.
- Mogę się ciebie o coś zapytać? - spojrzałam na niego, a on spojrzał na mnie.
- Oczywiście. - odpowiedział.
- Jak masz na imię? - zapytałam. Brunet nic nie odpowiedział tylko skręcił w prawo na jakieś podwórko. Zgadywałam, że na jego podwórze. Spojrzałam na jego dom. Był ogromny. Moje malutkie mieszkanie w porównaniu z jego domem, było jak mój paznokieć. Weszliśmy do środka. Oczywiście chłopak otworzył mi drzwi. Zafascynowana jego wnętrzem zapomniałam, że chłopak nie odpowiedział na moje pytanie. Zaprowadził mnie do salonu.
- Usiądź sobie. - powiedział i wskazał na sofę. Zdjęłam kurtkę i usiadłam na miejscu wskazanym przez niego. Chłopak gdzieś poszedł. Wrócił po chwili z dwoma kubkami czegoś ciepłego. 
- Proszę. - powiedział. Podziękowałam, wzięłam kubek. Okazało się, że to herbata. Delikatnie się napiłam, aby nie poparzyć języka. 
- Pytałaś się mnie jak mam na imię. - powiedział chłopak, patrząc przez okno. Odstawiłam kubek z herbatą na stół i popatrzyłam na niego.
- Tak. - potwierdziłam. Chłopak spojrzał się na mnie.
- Shus. - powiedział. Spojrzałam na niego. On też mnie zna, pomyślałam. Nie powiedziałam nic. - Muszę ci o czymś powiedzieć, ale obiecaj mi, że nie uciekniesz stąd i dasz mi wszystko sobie wyjaśnić. - poprosił patrząc mi w oczy.
- Obiecuję. - powiedziałam. Popatrzył na mnie, wziął głeboki wdech. Wypuścił powoli powietrze.
- Shus. Pewnie w tej chwili zastanawiasz się skąd znam twoje imię. - przerwał na chwilę. Wstał ze swojego miejsca, podszedł do szafki, wziął stamtąd jakieś zdjęcie w ramce. Usiadł. Patrzył się na to zdjęcie przez jakąś chwilę. Uśmiechnął się.
- Poznajesz? - zapytał podając mi ramkę ze zdjęciem. Na tym zdjęciu byłam ja.
- Przecież to ja. Tylko, że sprzed 3 lat. - powiedziałam. - Co to ma znaczyć? - zapytałam.
- Nazywam się Park Chan-Yeol. Ale mówiłaś na mnie Channie. - powiedział, a ja spojrzałam na niego. 

sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 5.

Przeraziłam się. Kto normalny o tej porze dobija się do czyjegoś domu, zwłaszcza jeżeli mieszka w nim samotna dziewczyna. Nakryłam kołdrę na głowę i starałam się przeczekać. Myślałam, że ten ktoś w końcu da sobie spokój i pójdzie. Niestety uderzanie w drzwi nie ustawało.
- Shanti! - usłyszałam. - Wiem, że jesteś w domu! Otwórz! - ten głos był znajomy. Wyszłam z łóżka, ale nie odzywałam się. - Shus! - ktoś za drzwiami był bardzo zdenerwowany.
- Zaraz, ja znam ten głos. - powiedziałam po cichu do siebie, podchodząc powoli do drzwi. Podeszłam delikatnie do nich, spojrzałam przez wizjer.
- Luhan! - krzyknęłam widząc zakrwawioną twarz chłopaka. Otworzyłam szybko drzwi i wpuściłam chłopaka do środka.
- Co ci się stało? - zapytałam przerażona. Złapałam go za rękę i poprowadziłam do pokoju. Posadziłam go na łóżku i kazałam czekać. Pobiegłam szybko po apteczkę. Wróciłam z nią do blondyna, wyjęłam wacik i wodę utlenioną, wylałam trochę jej na wacik i delikatnie przyłożyłam do pęknietego kącika ust.
- Sss. - zasyczał z bólu.
- Przepraszam. - powiedziałam odrywając od jego twarzy swoją rękę.
- Nic się nie stało. - powiedział starając się uśmiechnąć. - Tylko staraj się to robić delikatniej.
- Dobrze. - przytaknęłam. - Więc powiesz mi co się stało? - zapytałam.
- Sam nie wiem. - powiedział wyraźnie zmieszamy.
- Jak to? - przestałam przemywać rany, żeby spojrzeć mu w oczy.
- Szedłem, żeby z tobą porozmawiać i mnie napadnięto. Nie widziałem kto to, było ciemno. Gdy już mnie zostawili w spokoju szybko przybiegłem do ciebie. - powiedział i spuścił wzrok na ziemie. Podniosłam jego głowę za podbródek, aby spojrzał mi w oczy. Patrzyliśmy tak chwilę. Luhan złapał mnie za dłoń. Przyciągnął mnie bliżej siebie. Popatrzył mi w oczy, spojrzał na moje usta. Stałam nieruchomo. Nie wiedziałam co mam zrobić. Luhan najwidoczniej za to wiedział. Delikatnie musnął moje usta swoimi. Stałam sztywno. Nie przybliżyłam się ani nie odsunęłam. Lu przyciągnął mnie jeszcze bliżej i zachłannie zaczął mnie całować. Zamknęłam oczy. Upuściłam wacik i swoje dłonie wplotła we włosy blondyna. Lu owinął moje nogi wokół swoich bioder i wstał. Delikatnie przeniósł mnie do salonu, położył mnie na sofie. Swoje nogi umieścił po obu stronach moich. Trwaliśmy w jedyn pocałunku przez jakiś czas, póki nie zabrakło nam powietrza. Luhan odsunął swoją głowę od mojej i popatrzył mi w oczy. Widziałam w nich dużo uczucia. Skierowanego do mnie. Ale jak to możliwe jeśli znamy się zaledwie kilka dni?
- Ty mnie znasz. - powiedziałam wściekła. - Wiesz kim jestem, tylko ja ciebie nie pamiętam! - krzyknęłam i zepchnęłam blondyna na ziemię. Sama szybko wstałam i odsunęłam się od niego jak najdalej mogłam.
- Shanti. Daj mi to wszystko wytłumaczyć. - powiedział Luhan wstając i wyciągając do mnie rękę.
- Nie. - powiedziałam nie patrząc na niego. Oczy miałam pełne łez, ale nie chciałam przy nim płakać. - Wyjdź stąd. - powiedziałam po cichu.
- Shus, proszę. - Luhan nadal starał się mnie uspokoić.
- Wynoś się stąd. - powiedziałam cofając się do ściany. - Nie słyszałeś? Wyjdź! - krzyknęłam. Blondyn tylko się na mnie spojrzał. Nie powiedział nic. Po prostu wyszedł z domu. Zapłakana osunęłam się po ścianię. Skulona zaczęłam płakać.
- Tak strasznie to boli, że nic nie pamiętam. - powiedziałam cała zapłakana.

*Luhan*
- Jakim cudem się domyśliła? - zapytałem sam siebie gdy wyszedłem z jej mieszkania. Stałem chwilę przed jej drzwiami. Uderzyłem w ścianę obok z całej siły jaką miałem, tylko po to, aby pozbyć się całej frustracji, która we mnie siedziała. - Jestem totalnym idiotą. - powiedziałem, a po moich policzkach ciekły łzy. Straciłem jedyną szansę na odzyskanie jej, pomyślałem. Byłem bezrdany. Nie wiedziałem co mam zarobić. Postanowiłem wrócić do domu.
- Spacer dobrze mi zrobi. - powiedziałem do siebie idąc w stronę swojego domu. Nie mieszkałem daleko, zaledwie dwie ulice dalej. Byłem już prawie przy swoim domu, gdy zauwżyłem, że ktoś kręci się koło mojej bramy.
- Hej ty. - powiedziałem zbliżając się do tajemniczej osoby. - Co tutaj robisz? - zapytałem.
- Przyszedłem z tobą porozmawiać. - powiedział nieznajomy odwracając się twrzą w moją stronę.
- To ty. - powiedziałem. Zamarłem.

*Shanti*
Obudziłam się rano na ziemii. Przypomniałam sobie wydarzenia z wczorajszej nocy. Nie byłam w stanie wstać, ale musiałam iść do pracy, jeśli nie chciałam zostać wywalona z mieszkania. Wstałam ostatnimi siłami. Poszłąm wziąć prysznic. Rozebrałam się, weszłam pod prysznic i puściłam ciepłą wodę. Była trochę za gorąca, ale nie przeszkadzało mi delikatne parzenie skóry. Gdy zaczynało już toche za mocno boleć, wyłączyłam ciepłą wodę, a włączyłam zimną. Przyjemne uczucie chłodzenia skóry delikatnie mnie rozbudziło. Gdy byłam już w zupełności obudzona, wyszłam spod prysznicu, wzięłam wcześniej przygotowane ubrania, ubrałam się, delikatnie pomalowałam, tylko po to, żeby nie było widać wyczerpania na mojej twarzy. Posprawdzałam wszystkie okna w mieszkaniu i wyszłam, zamykając za sobą drzwi. Gdy już dotarłm do miejsca pracy, zauważyłam, że przyszłam w samą porę, Były godziny szczytu i panował haos. Weszłam do środka, poszłam na zaplecze, zdjęłam kurtkę, założyłam fartuszek i poszłam obsługiwa klientów. Wzięłam kartki i długopis. Nie patrząc do góry obsługiwałam każdego klienta po kolei.
- W czym mogę służyć? - zapytałam gdy podszedł do mnie kolejny klient.
- Poproszę capuccino. - usłyszałam. Podniosłam wzork do góry, od razu gdy rozpoznałam ten głos.
- To ty. - powiedziałam patrząc na osobę stojącą przede mną.

Rozdział 4.

Spojrzałam na tego człowieka. Nie czułam żadnej wrogości od jego strony. Wręcz przeciwnie, czułam ciepło bijącego do niego. Jakby chciał sprawić by świat był lepszym tym, że on po prostu jest.
- No dobrze. - odpowiedziałam nadal nie spuszczając z niego wzroku.
- Mogę się dosiąść? - zapytał z uśmiechem.
- Oczywiście. - odpowiedziałam i przesunęłam się kawałek. Nieznajomy uśmiechnął się do mnie. Jego uśmiech był przesłodki. Kruszył tą moją zewnetrzną warstwę, którą zawsze nakładałam na siebie, gdy miałam poznać jakiegoś człowieka. W mojej głowie pojawiały się wtedy pytania typu "czy ja go znam? czemu go nie pamiętam? kim dla tej osoby byłam?".
- Więc co tutaj robisz? - zapytał. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Wydawał mi się taki znajomy.
- Przyszłam tu odpocząć. - powiedziałam opierając głowę na prawej dłoni, łokieć kładąc na opracie ławki.
- Tak? A od czego jeśli można wiedzieć? - patrzył na mnie tymi swoimi brązowymi oczami. Były takie głębokie, że mogłabym w nich tonąć godzinami.
- Od tego wszystkiego. - powiedziałam. - Od całego tego zgiełku, od problemów. Żeby chociaż przez chwilę mieć spokój. - czytał ze mnie jak z otwartej księgi. Chciałam się przed nim chociaż odrobinę zamknąć. Zostawić dla siebie chociaż jakąś czostkę tajemnicy. Ale czułam, że robię dobrze. Mój instynkt podpowiadał mi, że mogę mu zaufać.

*Kai* 
Wyszedłem od Shus z mieszkania. Byłem wściekły na siebie, że nie potrafię sobie przypomnieć co się działo wczorajszego wieczoru. Teraz wiem co ona czuję, gdy próbuje przypomnieć sobie cokolwiek, pomyślałem. Poszedłem na spacer. Skręciłem w jakąś uliczkę. Szedłem chwilę gdy zauważyłem blond włosy. Wiedziałem kto to. Stał przede mną, tyłem do mnie. Nie wiedział, że jestem tuż za nim. Nagle ruszył. Ja również. Starałem się utrzymywać takie tempo, by nie zauważył, że ide za nim, ale takie by nie stracić go z oczu. Skręcił w kolejną uliczkę.
- To moja szansa. - powiedziałem i trochę przyśpieszyłem. Skręciłem w tą samą uliczkę. Złapałem gościa za kurtkę i koszulkę i przyparłem do muru.
- Masz się od niej odpieprzyć, jasne? - zapytałem wściekły coraz bardziej zaciskając pięści na jego ubraniach.
- To może ty się od niej odpieprz, co? - zapytał z głupawym uśmieszkiem. - Z tego co wiem, to twoja wspaniała przyjaciółka wyrzuciła cię z mieszkania tylko gdy opowiedziałeś jak bawiłeś się z jej przyjaciółką. - zaśmiał się. Uderzyłem go w twarz.
- Nigdy więcej nie waż się tak mówić. Nie pozwolę na to byś ją skrzywdził. - splunąłem mu pod nogi.
- Ja nie chcę jej skrzywdzić! - krzyknął blondyn. - Chcę ją ochronić. - powiedział masując swoją szczękę.
- Przed kim? - zapytałem zdziwiony.

*Shanti*
Minęły już dwie godziny odkąd rozmawiam z nieznajomym. Z nadal nieznajomym. Jakoś kompletnie wypadło mi z głowy to, żeby zapytać się go o imię. Rozmowa tak dobrze nam szła, że wydawało mi się to głupie pytać go o imię. Nagle w mojej głowie pojawiło się jakieś wspomnienie. Małej dziewczynki siedzącej na huśtawce, która była bujana przez niewiele wyższego chłopczyka. Wyglądali na szczęśliwych. Tylko zielonego pojęcia nie miałam kto to jest.
- Halo. Ziemia do ładnej brunetki. - zaśmiałam się brunet.
- Przepraszam, co mówiłeś? - zapytałam zamyślona.
- Pytałem się co ciekawego porabiasz na codzień. - powtózył.
- Pracuję w kawiarni. - odpowiedziałam. - Wiesz w tej "coffeshot".
- To moja ulubiona. - uśmiechnął się nieznajomy. - Ale jakoś nigdy cię tam nie zastałem. - odpowiedział patrząc na mnie.
- To zależy w jakie dni tam chodzisz. Pracuję tam w poniedziałek, wtorek, czwartek i w niedzielę. - powiedziałam.
- No to już wiemy czemu. - zaśmiał się. - W te dni akurat pracuję do późna i nie mam nawet czasu, żeby zjeść lunch, a co dopiero wybrać się na kawę. - powiedział uśmiechnięty. - Najwidoczniej będę musiał zmienić sobie grafik w pracy. - zaśmiał się. Zawtórowałam mu. Niesamowite było jak w tak krótkim czasie, można było tak dobrze poznać drugą osobę. Wyjęłam telefon. Spojrzałam na godzinę. Zbliżała się 1.
- O cholera. Jak późno. - powiedziałam. - Przepraszam cię, ale muszę już pędzić do domu. - powiedziałam. - Wiesz jutro do pracy. - zaśmiałam się. - Dobranoc. - powiedziałam.
- Zobaczymy się jeszcze? - zapytał łapiąc mnie za rękę gdy już miałam zamiar odchodzić.
- Jeśli tylko chcesz. - powiedziałam poprawiając kosmyk włosów.
- To może jutro, to znaczy dzisiaj o tej samej porze w tym samym miejscu? - zapytał.
- Chętnie. - uśmiechnęłam się i odeszłam. Gdy zrobiłam kilka kroków przypomniało mi się, że nadal nie wiem jak on ma na imię.
- Hej, zapomniałam zapytać.. - powiedziałam odwracając się w stronę tego chłopaka, ale jego już nie było. Stwierdziłam, że jutro też się przecież zobaczymy. Poszłam do domu. Nie mogłam prawie w ogóle zasnąć. Gdy zaczęłam przysypiać było mocno po 3 w nocy i wtedy usłyszałam walenie do drzwi.

piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział 3.

Stałam jak wryta. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Chłopacy, to wy się znacie? - zapytałam zszokowana.
- Tak. - odpowiedział Luhan nie patrząc na mnie.
- Byliśmy kiedyś razem w zespole. - dopowiedział Kai, a wewnętrzna walka między nimi dalej trwała. Bałam się odezwać. Czułam rosnące napięcie z minuty na minutę.
- Chłopacy. - powiedziałam. - Ej! - krzyknęłam gdy nie zwrócili na mnie uwagi.
- Co? - Kai i Luhan w tym samym momencie spojrzeli na mnie.
- O co wam chodzi? - zapytałam krzyżując ręce na piersi.
- Nie ważne. - powiedział Luhan i wyszedł z domu popychając Kaia swoim barkiem.
- Jezu. - powiedziałam i poszłam usiąść na sofie. Kai zamknął za Luhanem drzwi i usiadł obok mnie.
- Co on tutaj robił? - zapytał zdenerwowany brunet.
- Masz z tym jakiś problem? - zapytałam zła. - Nawet nie wiedziałam, że się znacie. - powiedziałam opierając głowę o swoje dłonie, patrząc w ziemię.
- Mówiłem ci, że kiedyś byłem w zespole. - powiedział.
- Pamiętam, ale do tej pory nie chcesz mi powiedzieć przez co. - stwierdziłam spoglądając na niego.
- Bo to nie rozmowa na ten czas. - oznajmił i spojrzał na telewizor.
- A kiedy nadejdzie ten czas? - zapytałam prostując się. Spojrzał na mnie. Widziałam, że się waha. Widać było po nim, że powstrzymuję się przed czymś. - Kai. O co chodzi? Przecież wiesz, że możesz mi powiedzieć. - powiedziałam łapiąc go za rękę. Spojrzał na nasze dłonie. Wstał wyplątując się z mojego delikatnego uścisku.
- Właśnie o to chodzi, że nie mogę! - krzyknął. Nie pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Zawsze się tak zachowuję gdy pytam go o zespół.
- Nie rozumiem cię! - krzyknęłam. - Mówisz, że jesteś moim przyjacielem, ale ukrywasz przede mną całą swoją przeszłość. - powiedziałam ukrywając twarz w dłoniach.
- Shanti. - powiedział spokojniej. Usiadł obok mnie. Przyciągnął do siebie i przytulił mocno.
- Nie rozumiesz mnie. - zaczęłam mu płakać. - Nie wiesz jak to jest stracić całe swoje życie. Nie wiesz jak to jest nic nie pamiętać. - nie mogłam opanować płaczu.
- Cii. No już spokojnie. - chłopak próbował mnie uspokoić. - Przypomnisz sobie wszystko. Obiecuję. - powiedział i pocałował mnie w czubek głowy. Powoli się uspokojałam, bicie mojego serca wracało do normalnego tempa, oddech stawał się głębszy, nie był już taki płytki. Wzięłam ze stolika chusteczki, starłam rozmazany makijaż. Gdy już całkowicie się uspokoiłam byłą gotowa do rozmowy.
- Chciałeś ze mną rozmawiać. - przypomniała patrząc na niego. Kai, który bawił się kosmykiem moich włosów, napiął się cały. Zabrał rękę z moich włosów i usiadł prosto. - Kai, stało się coś? - zapytałam. Jego zmiana zachowania trochę mnie przeraziła.
- Nie wiem od czego zacząć. - powiedział. Nie patrzył na mnie. Moje serce znowu zaczęło szaleć.
- Kai. - wziełam głęboki wdech. - Powiedz mi co się stało. - próbowałam brzmieć spokojnie. Kai wziął głęboki wdech.
- Wczoraj zaprosiłem przecież Sisi do kina. Po filmie poszliśmy do mnie, wypiliśmy trochę i chyba się ze sobą przespaliśmy. - powiedział to wszystko na jednym wydechu. Wielka gula utknęłam mi w gardle. Nie wiedziałam co powiedzieć. Serine z pozoru wydawała się być twardą dziewczyną, ale w środku jest naprawdę bardzo wrażliwa. Jeżeli poszła do łóżka z Kaiem na pierwszej randce to naprawdę on się jej spodobał.
- Co zrobiłeś? - wydarłam się na niego wstając z sofy. Zaczęłam krążyć w tą i z powrotem. - Jak mogłeś? - zapytała bardziej zawiedziona niż zła.
- To nie moja wina. Urwał mi się film. Nic nie pamiętam z wczorajszego wieczoru. - powiedział nie patrząc na mnie.
- To skoro urwał ci się film, to skąd takie podejrzenia, że się ze sobą przespaliście? - zapytałam poirytowana.
- Rano.. Gdy się obudziłem.. - przerwał. Widać było, że mu głupio o tym mówić. - Znalazłem zużytą prezerwatywę koło łóżka. - nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
- Jezu. Kai, coś Ty narobił. - nie wiedziałam czy mam go uderzyć czy usiąść i się rozpłakać. Zdecydowałam, że pójdę do kuchni po coś do picia. Po coś mocniejszego. W lodówce miałam tylko jakieś wino, ale lepsze to niż nic. Wzięłam butelkę, dwie szklanki i zaniosłam do salonu. Podałam jedną szklankę brunetowi, drugą wzięłam sobie. Otworzyłam już odkorkowane wino. Nalałam trunku sobie i chłopakowi. Wzięłam szklankę i wypiłam wszystko na raz. Kai zrobił to samo. Nie umiałam w tej chwili z nim rozmawiać.
- Kai. - nie mogłam wypowiedzieć nic więcej. Wzięłam głęboki wdech i spróbowałam jeszcze raz. - Kai, lepiej będzie jak pójdziesz do domu. - powiedziałam nie patrząc na niego. Brunet spojrzał się na mnie. Nic nie mówiąc odstawił szklankę na stół. Wstał z sofy i udał się w stronę drzwi. Przy drzwiach odwrócił się w moją stronę. Czekał aż coś powiem. Nie odezwałam się słowem. Chwilę po tym jak Kai opuścił moje mieszkanie postanowiłam udać się na spacer. Zabrałam telefon, kurtkę i klucze od domu. Wyszłam z mieszkania, zamknęłam drzwi na klucz i zeszła na dół. Gdy wyszłam z śmierdzącej tanim winem klatki schodowej, uderzyło we mnie świeće powietrze. To było coś czego potrzebowałam. Skierowałam się w stronę najbliższego parku. Po drodze nie spotkałam ani jednego człowieka, nie przejechał ani jeden samochód. Była cisza i spokój, coś czego potrzebowałam. Po drodze odpaliłam sobie papierosa. Wypaliłam prawie całego za nim dotarłam do wyznaczonego celu. Weszłam do parku i usiadłam na najbliższej ławce. Oparłam się plecami o nią, odchyliłam głowę do tyłu i starałam przypomnieć sobie cokolwiek. Niestey jak zwykle szło to na nic. Dorobiłam się tylko okropnego bólu głowy. Zamknęłam oczy próbując pozbyć się tego bólu.
- Hej. - usłyszałąm przyjemny głos. Był mi znajomy, dlatego szybko spojrzałam na osobę, która do mnie podeszła. Ta twarz, pomyślałam.
- My się przypadkiem nie znamy? - zapytałam stojącej na przeciwko mnie osoby.
- Nie, ale możemy się poznać. - powiedział nieznajomy uśmiechając się.

czwartek, 21 stycznia 2016

Rozdział 2.

Obudził mnie dzwoniący telefon. Zaczęłam go szukać pod poduszką, ale go tam nie było. Wstałam z łóżka, żeby go poszukać. Znalazłam go na biurku, pod książkami. Dzwoniła Sisi.
- Halo. - powiedział odbierając telefon.
- No hej. - usłyszałam z drugiej strony słuchawki. To nie był głos Sisi.
- Kai?! - zastanawiałam się dlaczego mój przyjaciel dzwoni do mnie z telefonu Serine. - Czemu dzwonisz z telefonu Si? - zapytałam.
- Bo mój padł wczoraj wieczorem, a muszę z tobą porozmawiać. - powiedział. Jego głos brzmiał dziwnie. Inaczej.
- Stało się coś? - zapytałam zmartwiona.
- To nie rozmowa na telefon. - odpowiedział. - Wiem, że masz dzisiaj wolny dzień od pracy, wpadnę do Ciebie wieczorem. - powiedział i rozłączył się nie dając mi dojść do słowa. Spojrzałam zdziwiona na telefon. Była godzina 10:23. Stwierdziłam, że już nie warto mi się kłaść do łóżka.
- Powinnam zrobić coś pożytecznego. - powiedziałam do siebie wchodząc do kuchni. Miałam małe mieszkanie. Jeden pokój, łazienka, kuchnia i malutki salon. Ale jak dla jednej osoby, było to wystarczające. Pozbierałam wszystkie naczynia i włożyłam je do zmywarki. Włączyłam zmywarkę, związałam włosy w bylejakiego koka, wyglądałam w nim śmiesznie, i poszłam po odkurzacz. Odkurzyłam wszystkie podłogi i dywany jakie miałam w domu. Dużo ich na szczęście nie miałam. Zmęczona oparłam się o rurke do odkurzacza i usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Było coś po 12, więc to nie mógł być Kai. Poszłam otworzyć drzwi. Spojrzałam przez wizjer, ale ujrzałam tylko bujną blond czuprynę. Zastanawiałam się kto to może być, gdy osoba stojąca za drzwiami podniosła do góry głowę. To był ten chłopak z kawiarnii, pomyślałam. Nie zastanawiając się nad niczym szybko otworzyłam drzwi.
- Hej. - powiedziałam, a potem przypomniałam sobie jak wyglądam. Twarz cała czerwona ze zmęczenia, włosy związane bylejak, w dodatku byłam w piżamie.
- Cześć. - odpowiedział z uśmiechem. - Mogę wejść? - zapytał i wskazał na moje mieszkanie.
- Tak. - odpowiedziałam. Gdy wchodził do domu patrzyłam na ziemię. Zamknęłam za chłopakiem drzwi. - Skąd masz mój adres? - zapytałam. Jak na razie to było najważniejszą sprawą. 
- Od twojej koleżanki z pracy. Byłem tam przed chwilą, ale ciebie nie było, więc zapytałem się jej czemu cię nie ma, a ona odpowiedziała, że dzisiaj masz wolne, więc poprosiłem ją o twój adres. - cały czas był uśmiechnięty, ale dla mnie robiło się to coraz dziwniejsze. 
- Dlaczego szukałeś mnie dzisiaj w kawiarni? - zapytałam. 
- Napisałem ci przecież liścik, że będę tam o tej samej godzinie co wczoraj, bo chciałem z tobą porozmawiać. - odpowiedział. - Nie znalazłaś serwetki? - zapytał zdziwiony.
- Znalazłam. - powiedziała. - Ale kompletnie o tym zapomniałam. - przyznałam się.
- No więc, chyba dobrze, że tu przyszedłem. - powiedział uradowany.
- Okay. - powiedziałam i powoli wycofywałam się w stronę salonu. - To co tutaj robisz? - zapytałam.
- Chciałem cię zobaczyć. - odpowiedział poważnie. - I chciałem cię lepiej poznać. - zaśmiał się.
- Wiesz to trochę dziwne, że poznaliśmy się wczoraj, a ty następnego dnia przychodzisz do mnie do domu  i mówisz, że chcesz mnie poznać bliżej. - powiedziałam patrząc mu w oczy.
- Chyba nie myślisz, że chcę ci coś zrobić? - zapytał patrząc na mnie. Nic nie odpowiedziałam. - Ty naprawdę tak myślisz. - powiedział poważnie. - Chodź. - złapał mnie za rękę. Odruchowo chciałam się wyrwać, ale powsztrzymałam ten odruch i poszlismy usiąść na kanapie w salonie. - Ładnie tu masz. - powiedział.
- Może być, ale i tak nic lepszego nie wynajmę za pensję kelnerki. - powiedziałam, wzruszając ramionami. 
- Możesz pracować u mnie. - oznajmił. 
- Co? - zapytałam zszokowana. - Nie znam cię, aż tak dobrze, żeby u ciebie pracować. - powiedziałam zabierając swoją dłoń z jego. Spojrzał na nie, zauważyłam, że odebrał to bardzo osobiście. 
- A jak zaczynałaś pracę w tej kawiarni, to znałaś pracodawcę? - zapytał patrząc na mnie.
- Nie. - odpowiedziałam stanowczo. - Ale znałam już wtedy Serine. 
- No dobrze. Nie ważne. Zapomnij, że o tym mówiłem. - powiedział i spojrzał na ziemię. Zrobiło mi się trochę głupio. Może on naprawdę nie ma złych zamiarów wobec mnie, a ja traktuję go jak wroga.
- Chciałeś mnie bliżej poznać, prawda? - zapytałam zmieniając temat. Spojrzał na mnie.
- Tak. - odpowiedział już bardziej weselszy. Złapałam go za rękę i nic nie mówiąc zaprowadziłam do swojego pokoju. Wskazałam mu, żeby usiadł na łóżku. Gdy chłopak już siedział, wyjęłam z szuflady przy biurku album ze zdjęciami. Podałam mu go. Otworzył go.
- To ty? - zapytał uśmiechnięty patrząc na zdjęcia.
- Tego nie wiem. - odpowiedziałam, a on spojrzał natychmiast na mnie.
- Jak to? - zapytał zdziwiony.
- Widzisz, mam 23 lata i mieszkam sama. Sama też się utrzymuję. Nie wydaję ci się to dziwne? - zapytałam patrząc na niego.
- No wiesz. Szczerze pomyślałem, że w tym wieku chcesz się już bardziej usamodzielnić. Więc opowiedz mi co się stało. - poprosił.
- Nie wiem. Wiem, że miałam jakiś wypadek, który spowodował, że spałam. Spałam przez długie 3 lata. - powiedziałam. Złączyłam swoje palce i patrzyłam w ziemię.
- Byłaś w śpiączce? - zapytał chłopak.
- Tak. - odpowiedziałam nie patrząc na niego. Wzięłam ten album z domu, w którym podobno się wychowywałam, bo miałam nadzieję, że może coś sobie przypomnę, ale nic. Każdego wieczora siadam z tym albumem i z całych sił staram się sobie coś przypomnieć, ale to na nic. Tak jakby coś blokowało mi te wspomnienia. - spojrzałam na niego. Wiedziałam, że mam w oczach łzy. O moim wypadku wiedzą tylko dwie osoby, no i teraz Lu. -  A właśnie. Jak masz na imię? Bo Lu to raczej nie jest twoje pełne imię. - zaśmiałam się.
- Em.. Mam na imię Luhan. - powiedział słabym głosem patrząc nadal na zdjęcia. - Ykhym. - odchrząknąl. - Luhan. - poprawił się i spojrzał na mnie. - A ty jak masz na imię? - zapytał.
- To Sisi ci nie powiedziała? - zapytałam zdziwiona.
- Jakoś wypadło mi z głowy. - powiedział speszony.
- Mam na imię Shanti. Ale możesz mówić mi Shus. - powiedziałam zadowolona. Bardzo lubiłam swoje imię. 
- To co oglądamy dalej? - zapytał.
- Jasne. - powiedziałam i oglądaliśmy dalej albumy. Obejrzeliśmy wszystkie i stwierdziłam, że może obejrzymy jakiś film. Luhan bez niczego się an to zgodził i poszliśmy do saloniku włączyć telewizor. Leciała jakaś komedia. Śmieliśmy się cały czas. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo. - odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
- I jak randka? - usłyszałąm wesoły głos swojej przyjaciółki.
- Nie wiem o co ci chodzi. - zaśmiałam się patrząc na Luhana.
- No dobrze wiesz o co mi chodzi. O tego przystojnego blondyna, któremu podałam twój adres. - zaśmiała się.
- A właśnie. - powiedziałam poważniejszym głosem. - O tym to raczej musimy porozmawiać. 
- Emm. Co? Nie słyszę cię! Chyba tracę zasięg. - i się rozłączyła.
- Kto dzwonił? - zapytał blondyn.
- Serine. - odpowiedziałam krótko i poszłam usiąść obok chłopaka. Objął mnie ramieniem, czułam się przy nim bezpieczna. Jak bym go już znała. W jego towarzystwie czułam się tak jakbym była na swoim miejscu. Dziwne uczucie, zwłaszcza, że dopiero co go poznałam. Gdy film dobiegł końca, usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć. - powiedziałam, ale Luhan i tak poszedł za mną. Podeszłam do drzwi, żeby je otworzyć. Otworzyłam je, a za nimi stał Kai.
- Hej. - powiedziałam uśmiechnięta.
- Co on tu robi? - zapytał wściekły Kai.
- To ja powinienem zadać te pytanie tobie. - odpowiedział twardo Luhan.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Rozdział 1.

Słońce już wstawało. Tak jak i ja. - pomyślałam.
- Kolejny nudny dzień długiej i męczącej pracy. - powiedziałam wstając z łóżka. Włożyłam na nogi swoje ulubione kapcie i w piżamach poszłam do łazienki.
- Szybki prysznic powinien mnie obudzić. - powiedziałam. Po szybkim i zimnym prysznicu, ubrałam się i poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Usłyszałam dzwonek do drzwi, gdy nasypywałam płatek do miski. Podbiegłam do drzwi. Otworzyłam je. Za nimi stał listonosz.
- Witam pana panie Johns. - powiedziałam z uśmiechem.- Znowu rachunki? - zapytałam załamana.
- Nie tym razem, panienko. - zaśmiał się i wręczył mi kopertę.
- A co to? - zapytałam. - Nie mogę powiedzieć. - powiedział wyraźnie listonosz. - Ale to pani sąsiada. - szepnął.
- No skoro pan nie może. - powiedziałam. - Dziękuję i miłego dnia życzę. - powiedziałam gdy odchodził. Zamknęłam drzwi i otwierając kopertę poszłam do kuchni. Wyjęłam z niej jakiś liścik.
Otworzyłam go: "Co Ty na to by spędzić dzisiejszy wieczór u mnie? Kai".
- Jaki dzikus z niego. - zaśmiałam się i odłożyłam list obok miseczki z płatkami. Nalałam sobie mleka i zaczęłam jeść. Biorąc łyżeczkę do ust spojrzałam na zegarek.
- O cholera. To już w pół do 9. Sisi mnie zabije. - powiedziałam. Szybko dokończyłam swoje płatki, pobiegłam do pokoju po telefon, klucze od domu i torebkę. Posprawdzałam wszystkie okna i dopiero wyszłam z domu. Zamknęłam mieszkanie na klucz. Zeszłam na dół.
- Jak to dobrze, że kawiarnia jest tuż za rogiem. - zaśmiałam się dochodząc do swojego miejsca pracy. Weszłam do środka i poszłam za ladę.
- Gdzieś ty była? Za 10 minut otwieramy. - powiedziała Sisi.
- Przepraszam cię, ale miałam ciężką noc i ledwo zdążyłam zjeść śniadanie. - powiedziałam zawiązując fartuszek wokół szyi.
- Musiałam sama wszystko przygotować. Ale dobra. Za karę dzisiaj Ty zostajesz dłużej w pracy, zrozumiano? - zaśmiała się i puściła mi oczko.
- Jasne. - odpowiedziałam z uśmiechem i wzięłam się za ogarnianie sprzętu. Serine poszła przekręcić tabliczkę z "zamkniętę" na "otwarte". Po 5 minutach był już pierwszy klient. Oczywiście ja go musiałam obsłużyć. A był to mój arogancki sąsiad.
- Witam, w czym mogę służyć? - zapytałam nie patrząc na niego.
- Może tak byś spojrzałą klientowi w oczy? - zapytał tym swoim złośliwym głosem. Podniosłam oczy do góry.
- Więc, w czym mogę służyć? - powtórzyłam.
- Daj mi zwykłą kawę, ale taką mocną. - powiedział.
- Dla kogo? - zapytałam.
- Nie udawaj, że nie wiesz. - zaśmiała się. - Podpisz dla księcia z bajki. - powiedział i odszedł do stolika.
- Jak ja go nie lubię. - powiedziałam robiąc kawę.
- Słyszałem. - zaśmiał się parszywie. Nic mu nie odpowiedziałam tylko robiłam dalej to co dla mnie należało. Po zrobieniu kawy, napisałam na kubku "Sehun".
- Dla dupka! - powiedziałam i Sehun się na mnie spojrzał. - Tak dla ciebie. - powiedziałam stanowczo.
Podszedł do lady.
- Powinnaś być milsza dla klientów. - powiedział, zabrał swoje zamówienie i poszedł z powrotem do stolika. Nie odpowiedziawszy mu nic obsługiwałam dalej klientów. Wybila godzina 12. Przerwa obiadowa.
- W końcu. - powiedziałam do Sisi.
- Co już masz dość? - zaśmiała się.
- Nie o to chodzi, ale ten pierwszy klient to mój sąsiad. Totalny z niego dupek. - powiedziałam,
- Zauważyłam, a patrzy się na ciebie takim wzrokiem jak by miał ochotę złapać cię i zaprowadzić do siebie do domu, a potem to już wiesz co zrobić. - zaśmiała się i stuknęła swoim biodrem o moje.
- Weż, przestań. fuuu. - powiedziałam i zaśmiałam się. Nie zdejmując fartuszka, poszłam na zaplecze, wyjęłam z lodówki jakieś kanapki i zaczęłam jeść. Przyszła Sisi.
- Jakiś przystojny koleś do ciebie. Mówi, że cie zna i musi z tobą porozmawiać. - powiedziała dziwnie uśmiechnięta. Przestraszyłam się trochę, ale dokończyłam kanapkę i poszłam do tego gościa.
- Kai!  - krzyknęłam uradowana. Wyszłam zza lady i mocno uściskałam go na przywitanie. - Co ty tutaj robisz? - zapytałam
- Przyszedłem po odpowiedź co do mojego liściku. - uśmiechnął się. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
- Kompletnie o tym zapomniałam. - powiedziałam. - Ale okay, chętnie. - uśmiechnęłam się.
- No okay, to przyjść po ciebie po pracy? - zapytał miło.
- Dzisiaj siedzę dłużej. - odpowiedziałam.
- To żaden problem. - powiedział.
- No okay. To do zobaczenia po pracy. - uśmiechnęłam się. Odwróciłam się i zobaczyłam jak Sisi spogląda z Kaiem.
- Spodobał ci się co? - zaśmiałam się.
- Co? Mi? Nieee. - odpowiedziała rumieniąc się. Zaśmiałam się.
- Idź i go obsłuż. - powiedziałam.
- Ja obsłuże drugiego klienta. - powiedziałam. Sisi poprawiła włosy i poszła obsłużyć bruneta. Odwróciłam się i zobaczyłam blondyna, który się do mnie uśmiechał.
- W czym mogę służyć? - zapytałam z uśmiechem.
- Mocną latte. - odpowiedział blondyn. - Ale jakbyś mogła to podałabyś mi ją do stolika? - zapytał.
- Oczywiście. A jakie imię napisać? - zapytałam.
- Lu. - odpowiedział i poszedł do stolika. Zaczęłam robić kawę, gdy już skończyłam napisałam imię i zbarałam kawę do klienta. Niestey gdy szłam ktoś mi podciął nogę i prawie bym się wywróciła. Na szczęście ten blondyn mnie złapał.
- Dziękuję. - powiedziałam zarumieniona. - Boże. - spojrzałam na wylaną kawę na podłodze. Przykucnęłam, wyjęłam szmatkę zza paska i zaczęłam to sprzątać.
- Zostaw. Ja to posprzątam. - powiedział Lu.
- Emm. Nie to należy do moich obowiązków. - odpowiedziałam.
- Daj. - powiedział i zabrał ode mnie szmatkę. - Ty lepiej idź zrób mi drugą kawę. - zaśmiał się.
- No dobrze. - odpowiedziałam speszona. Wstałam i poszłam mu zrobić drugą kawę, tym razem udało się bez żadnych wypadków podać ją klientowi.
- Dziękuję. - powiedział patrząc mi w oczy.
- Nie ma za co. - powiedziałam i poszłam za ladę. Po tym zdarzeniu dzień zleciał mi tak szybko, że kompletnie wyleciało mi z głowy, że miał przyjść po  mnie Kai.
- Hej śliczna. - powiedział gdy przyszedł.
- Hej. - odpowiedziałam zmęczona.
- Ojej, marnie wyglądasz. - powiedział.
- Jestem mega zmęczona. - powiedział.
- To może nie będę cię męczył i pójdziesz do domu położyć się spać? - zapytał.
- Przepraszam cię Kai. - powiedziałam.
- Nie masz za co. - powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Może zaproś Serine gdzieś? - podrzuciłam mu pomysł. - Wpadłeś jej w oko. Poczekaj, zawołam ją. Serine! - krzyknęłam, a brunetka w oka mgnieniu znalazła się przy mnie. - No dalej. - szepnełam do Kaia, a sama poszła sprzątać na stolikach. Zauważyłam, że blondyna już nie ma. Poszłam posprzątać, więc jego stolik. Pod kubkiem znalazłam wiadomość napisaną na serwetce. "Do brunetki od wypadków." Zabawne. - pomyślałam, ale czytałam dalej, "Będę tu jutro o tej samej porze. Mam nadzieję, że znowu się spotkamy. Lu."
Słodkie. - pomyślałam. Schowałam liścik do kieszeni i posprzątałam. Potem przebrałam się i poszłam do domu. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Prolog.

Było zimowy wieczór, kiedy szłam chodnikiem, powoli dochodząc do mojego ulubionego parku. Wchodząc do niego poczułam jakieś dziwne i silne uczucie, jakby miało się tu coś stać, ale jeszcze nie wiedziałam co to może znaczyć. Usiadłam na najbliższej ławce. Spojrzałam w górę i zaczęłam patrzeć się w niebo. Było czyste, bez żadnych chmur. Patrzyłam się chwilę w to niebo, gdy ktoś mnie od niego oderwał.
- Hej śliczna. - powiedział jakiś obrzydliwy typ.
- Kim jesteś? - zapytałam przerażona.
- Twoim największym koszmarem. - powiedział. Później niczego nie pamiętałam. Miałam wtedy jakieś 18 lat. Dzisiaj mam 21. Przez długie 3 lata żyłam jak roślina. Nie funkcjonowałam. Byłam w śpiączce, Ale dzisiaj się obudziłam. Ale nie było tak pięknie jak sobie to wyobrażałam. Wokół mnie byli ludzie, których nie znałam. Patrzyli na mnie z nadzieją w oczach.
- Gdzie ja jestem? Kim wy jesteście? - zapytałam z przerażeniem. Wszyscy spojrzeli po sobie, a potem na mnie, czekając chyba, aż powiem : ale się nabraliście, żartowałam. Lecz ja zapytałam:
- I kim ja jestem?